Zostałam samotną matką

Zosta­łam samot­ną mat­ką. To nie sta­ło się z dnia na dzień. Tro­chę się do tego przy­go­to­wy­wa­łam. Tro­chę się musia­łam z tym oswo­ić. Zasta­no­wić czy dam radę sama. Zosta­łam samot­ną mat­ką, bo Domow­nik wyje­chał na dwu­ty­go­dnio­we szko­le­nie. Zosta­łam samot­ną mat­ką na 10 peł­nych dni.

Zanim zosta­łam samot­ną mat­ką przy­go­to­wa­łam listę zaku­pów, któ­rą Domow­nik zre­ali­zo­wał przed wyjaz­dem. Zanim zosta­łam samot­ną mat­ką wysprzą­ta­łam całe miesz­ka­nie, pomro­zi­łam kil­ka potraw, przy­go­to­wa­łam zaopa­trze­nie dla zwie­rząt, poma­lo­wa­łam paznok­cie u stóp. Zanim Domow­nik wyje­chał prze­my­śle­li­śmy plan tygo­dnia, by nicze­go nam w domu nie zabra­kło. Zosta­ła też zor­ga­ni­zo­wa­na gru­pa wspar­cia i gru­pa od nagłych wypad­ków goto­wa rzu­cić wszyt­ko i przy­by­wać do mnie z pomo­cą, jak sami dekla­ro­wa­li, choć­by w nocy o pół­no­cy. Kie­dy Domow­nik wyjeż­dżał myśla­łam sobie: pikuś! Na świe­cie są milio­ny samot­nych matek, któ­re sobie radzą z wycho­wa­niem dzie­ci. To co, ja sobie przez 5 dni nie pora­dzę?! Czy­taj dalej

Na Mazurach

Taki dzień

Taki dzień nie przy­da­rza się codzien­nie.

Taki dzień nie przy­da­rza się przy­pad­ko­wo.

Taki dzień wywra­ca życie do góry noga­mi.

Taki dzień jest naj­dziw­niej­szym dniem w życiu.

Taki dzień daje naj­wię­cej rado­ści na świe­cie.

Taki dzień wyzwa­la naj­czyst­sze emo­cje.

Taki dzień rodzi tysią­ce pytań.

Taki dzień, naj­waż­niej­szy dzień w moim życiu.

Ale po kolei…

Nie­któ­re oso­by nigdy w życiu nie doświad­czą takie­go dnia (robią to z wła­snej woli lub, cze­go im ser­decz­nie współ­czu­ję, z róż­nych powo­dów nie przy­da­rzy im się to). Nie­któ­re oso­by są moc­no zdzi­wio­ne, że ten dzień nad­szedł (zupeł­nie nie rozu­miem dla­cze­go, wszak podej­mu­jąc pew­ne dzia­ła­nie nale­ży się spo­dzie­wać pew­nych kon­se­kwen­cji). Nie­któ­re oso­by w peł­ni zapla­no­wa­ły ten dzień, obli­czy­ły kie­dy nadej­dzie i z dużą rado­ścią na ten dzień cze­ka­ły.

Jak było u mnie? Pomie­sza­nie…

Zawsze byłam wycho­wy­wa­na tak, że trze­ba „odha­czyć” pew­ne spra­wy na liście zwa­nej „życiem”, by być szczę­śli­wym i speł­nio­nym czło­wie­kiem. W związ­ku z tym: matu­ra – odha­czo­na, stu­dia – odha­czo­ne, chło­pak – odha­czo­ny, podróż życia – odha­czo­na, ślub z baj­ki – odha­czo­ny, miej­sce do życia – odha­czo­ne, pra­ca marzeń – odha­czo­na, dziec­ko – hmh… wła­śnie, teraz w koń­cu czas na dziec­ko.

Zanim posta­no­wi­łam zre­ali­zo­wać „pro­jekt” – dziec­ko musia­łam się przy­go­to­wać. I tak, wspól­nie z moim kocha­nym mężem posta­no­wi­li­śmy, że: „nowy rok, nowi my i nasze maleń­stwo”. Brzmi fan­ta­stycz­nie? Czy­taj dalej

Pieluchy wielorazowe Elinfant

Pieluchy wielorazowe – drugie spotkanie

Pie­lu­chy wie­lo­ra­zo­we i nasze pierw­sze spo­tka­nie opi­sa­łam we wcze­śniej­szym wpi­sie (link TUTAJ). Zachę­co­na kil­ko­ma pró­ba­mi wie­lo­pie­luch na moim Malu­chu przy­stą­pi­łam do powięk­sze­nia sto­si­ku. I tak jakoś wpa­dłam na pomysł zaku­pów z Chin. Spo­koj­nie, nie eks­pe­ry­men­to­wa­łam w poszu­ki­wa­niu pie­luch w całym gąsz­czu alie-ser­wi­su. Sko­rzy­sta­łam z pole­ca­ne­go przez inne wie­lo­mat­ki skle­pu ELIN­FANT.

Pie­lusz­ki wie­lo­ra­zo­we pocho­dzą­ce z Chin mają zazwy­czaj więk­szą budo­wę (para­dok­sal­nie jak­by chiń­skie dzie­ci były dużo więk­sze niż nasze euro­pej­skie). Czę­sto też war­stwa nie­prze­ma­kal­ne­go PUL-u jest sztyw­na, szorst­ka i spra­wia wra­że­nie pla­sti­ko­wej. Nato­miast pie­lu­chy ze skle­pu Elin­fant mają być gaba­ry­to­wo dobra­ne do naszych dzie­ci, mają mieć miły w doty­ku PUL, mają być bar­dzo dobrej jako­ści, mają się łatwo sprze­dać na bazar­kach wie­lo­pie­luch (w razie gdy­by znu­dzi­ło mi się ich uży­wa­nie) i mają mieć niską cenę.

Na prze­sył­kę cze­ka­łam rów­no 10 dni.

W tym wpi­sie znaj­dzie­cie suche infor­ma­cje odno­śnie pro­duk­tów, któ­re zamó­wi­łam. Teraz czas na testo­wa­nie nowych pie­lu­szek. Na opi­nię i ja i Wy będzie­cie musie­li tro­chę pocze­kać.

Czy­taj dalej

Produkty wielorazowe

Pieluchy wielorazowe – pierwsze spotkanie

O idei wie­lo­ra­zo­wych rze­czy myśla­łam już daw­no. Począt­ko­wo, jesz­cze jako nie mat­ka inte­re­so­wa­ły mnie rze­czy prze­zna­czo­ne dla kobiet: wkład­ki higie­nicz­ne, pod­pa­ski, płat­ki kosme­tycz­ne itd. Czy­ta­łam wie­le, ale bałam się wiel­kiej inwe­sty­cji tyl­ko dla­te­go, że mam taką zachcian­kę. Pierw­sze zaku­py na pró­bę poczy­ni­łam w mojej ulu­bio­nej dro­ge­rii eko­lo­gicz­nej Bet­ter Land. Przy oka­zji kupo­wa­nia środ­ków do pra­nia wypraw­ki dla Malu­cha kupi­łam też dla sie­bie dwie pary wkła­dek lak­ta­cyj­nych wie­lo­ra­zo­wych. Posta­no­wi­łam, że dopie­ro po poro­dzie zorien­tu­ję się czy z kar­mie­niem mi wyszło, jak spra­wu­je się idea wie­lo­ra­zo­wych pro­duk­tów higie­nicz­nych i w ogó­le jak spra­wu­ją się same wkład­ki. Mia­łam więc bia­łe  i kolo­ro­we wkład­ki lak­ta­cyj­ne fir­my Koko­si.

Dopie­ro będąc mamą i orien­tu­jąc się, że codzien­nie ja i Maluch pro­du­ku­je­my całe wia­dro(!) śmie­ci, zaczę­łam zasta­na­wiać się co z tym pro­ble­mem zro­bić.

Zaczę­łam więc czy­tać, oglą­dać fil­my, zda­wać pyta­nia na tema­tycz­nych gru­pach, pla­no­wać zakup i w koń­cu go doko­nać.

Znam sie­bie… leni­wa jestem i bałam się, że nie będzie mi się chcia­ło tego wszyst­kie­go prać, skła­dać. Posta­no­wi­łam więc, że kupię kil­ka wie­lo pro­duk­tów na pró­bę. Zaku­pów doko­na­łam w skle­pie 3E. Na prze­sył­kę cze­ka­łam dosłow­nie kil­ka dni! Moje pierw­sze wra­że­nia po otwo­rze­niu prze­sył­ki i zoba­cze­niu na żywo pie­luch wie­lo­ra­zo­wych mogli­ście obej­rzeć w „rela­cji na żywo” na moim FB (link TUTAJ).

W dzi­siej­szym poście pre­zen­tu­ję suche infor­ma­cje pocho­dzą­ce ze stro­ny skle­pu 3E. Wpis ten nie posia­da mojej opi­nii na temat pro­duk­tów wie­lo­ra­zo­wych, bowiem wciąż jeste­śmy w fazie testów i opi­nia się two­rzy. Czy­taj dalej

Dwa tygodnie przed porodem

Historia mojego porodu

Dro­dzy Czy­tel­ni­cy, wpis ten zawie­ra śla­do­we ilo­ści ter­mi­nów medycz­nych oraz spo­rą daw­kę moich subiek­tyw­nych spo­strze­żeń z kil­ku dni moje­go życia. Jest on nace­cho­wa­ny moją histo­rią, w któ­rej znaj­dzie się miej­sce na moją intym­ność. Jeśli nie inte­re­su­je Was ta tema­ty­ka, bar­dzo pro­szę, nie czy­taj­cie tego wpi­su.

UWA­GA! Jeśli jesteś kobie­tą przed poro­dem, szu­ka­ją­cą w inter­ne­cie infor­ma­cji o prze­bie­gu poro­du, kate­go­rycz­nie ZABRA­NIAM Ci na dal­szą lek­tu­rę tego tek­stu! Zabra­niam Ci na lek­tu­rę moje­go wpi­su jak wszyst­kich innych tek­stów opi­su­ją­cych poro­dy. Robię to dla Two­je­go dobra, ponie­waż każ­dy poród jest inny i próż­no szu­kać Ci goto­we­go sce­na­riu­sza na Two­je roz­wią­za­nie. Uwierz mi, będzie lepiej jak w TEN DZIEŃ zaufasz swo­je­mu instynk­to­wi oraz będziesz słu­chać per­so­nel medycz­ny, któ­ry wie co robi 🙂

Jeśli dalej jeste­ście zain­te­re­so­wa­ni – zapra­szam, oto histo­ria moje­go poro­du.

Czy­taj dalej